A A A

Wycieczki po najbliższej okolicy


 

 

 

Brzeźnik – Makówiec – Osówno – Brzeźnik
What goes round, comes round (w dowolnym tłumaczeniu “co się kołem potoczy, to się kołem wróci”) (ok.8 km, można chodzić skrótami)

Po drodze mijamy 5 z przydrożnych kapliczek, stary murowany młyn wodny (tutaj był nagrywany jeden z odcinków „Kryminalnych”), 3 mosty na Osównicy i jej dopływie, trzy wsie i piękne lasy mieszane. Droga z Makówca do Osówna przypomina obrazy słynnych mistrzów. Piaszczysty, szeroki dziedziniec prowadzi przez lasy pocięte wąwozami. Zdaje się, że kawaleria zaraz przejeżdżać będzie by stoczyć zwycięski bój pod Dobrem (Powstanie Styczniowe). Ta droga Cię oczaruje!  
Ludzie w Makówcu Małym są serdeczni i żyją w zgodzie z przyrodą. Nasz zaprzyjaźniony pan Bolesław z upodobaniem hoduje gołąbki. Gołąbki dostatek w gospodarstwie zapewniają. Czasami ma ich więcej, czasami mniej. Mieszka bezpośrednio w sąsiedztwie lasów i drapieżniki, szczególnie jastrzębie mocno wpływają na stan jego hodowli. Kiedyś na wiosnę byliśmy u naszych przyjaciół i przez okno mogliśmy zobaczyć, jak na dachu gołębnika, parka gołębi gruchała, całowała się dzióbkami, podskakiwała. Idylla. Wyraziliśmy zachwyt tym widokiem na co pan Bolesław skrzywił się i z goryczą powiedział: ”a zgniewały mnie te gołębie, bo to łajdaswo takie, że nie myślałem nawet”. Myślę sobie, że co, że się tak publicznie całują? „Bo to widzicie po zimie, tylko 2 parki miałem i w zeszłym tygodniu jastrząb zaatakował i upolował jedną samiczkę. Ten co tak grucha to wdowiec, a ta co się tak z nim całuje, to jej się dopiero co wylęgły małe, mąż siedzi na gnieździe i karmi pisklaki, a ta się tu mizdrzy. Skąd to takie zwyczaje u nich? U nas przecież tego nie widzą, telewizora też nie mają, to skąd?”.

Brzeźnik – Duchów – Wólka Czarnogłowska – Kamionka- Czarnogłów – Ossówno – Brzeźnik - Wycieczka do źródeł Ossównicy i Szlaku Napoleona (ok.15 km.)

Po drodze miniemy przynajmniej 5 z opisanych kapliczek, wsie, pola, lasy, sady, aż we wsi Kamionka dojdziemy do skrzyżowania ze Szlakiem Napoleona. Tędy wojska Napoleona szły na Moskwę. On sam chyba przez Węgrów pojechał, bo legenda głosi, że się w lustrze Twardowskiego przejrzał i to mu nieszczęście w wojnie z Rosją przyniosło. Tuż przed skrzyżowaniem, po prawej stronie w dole znajdują się źródła Osownicy. Są tam dwie sadzawki o przejrzyście czystej wodzie, zasilane kilkoma źródełkami. Właściciel tej działki wskazuje, że właśnie tutaj Osownica ma swój początek.
Chętni na odrobinę dalszą przejażdżkę (+5 km.) powinni w Kamionce skręcić w Szlak Napoleona w lewo i pojechać do Garczyna, najwyżej położonej miejscowości w okolicy. Stąd w pogodny dzień widać całą okolicę, wieżę kościoła w Liwie, a nawet Pałac Kultury w Warszawie (ok. 50 km). Dalej, przez Zimnowodę, Wyględówek i Ossówno można wrócić do Brzeźnika.
Można też w drugą stronę Szlakiem Napoleona pojechać i przez Mlęcin dojechać do Rudzienka. Tutaj na skrzyżowaniu dróg należy skręcić w prawo i dojedzie się do otoczonego stawami dworu Jaźwińskich, na terenie znajduje się również stara zabytkowa kapliczka. Obok znajduje się czynna gorzelnia. Wódki z tej gorzelni podawane były kiedyś w restauracji Gesslerów w Warszawie (przez jakiś czas byli właścicielami). Obecnie wytwarza się tutaj tylko spirutus.  Nad stawami widać kapliczka z figurką św. Jana ma przypominać, o tym, że w stawach wolno się kąpać dopiero od 24 czerwca. Do Brzeźnika można stąd wrócić przez Rąbierz Kolonię. Do połowy II wojny Światowej we wsi tej mieszkali osadnicy niemieccy. Gdzieś pod lasem, z trudem, ale jeszcze można odnaleźć ślady starego cmentarza ewangelickiego.





Brzeźnik – Rąbierz Kolonia – Antonina – Dobre i z powrotem tą samą drogą będzie najkrócej - Poznaj co Dobre (ok. 12 km.)

Po drodze miniemy 4 z opisanych kapliczek, a jeśli nadrobimy ok. 4 km i pojedziemy z powrotem przez Rudno – Wólkę Czarnogłowską i Duchów, to nawet 6. Po drodze możemy cieszyć się widokiem pięknych mazowieckich krajobrazów, aż dojedziemy do Dobrego. Dobre uzyskało prawa miejskie w XVI wieku z nadania Zygmunta Starego. Utraciło je w roku 1852 i dotychczas pozostaje wsią. Władze gminy podjęły starania o ponowne nadanie Dobremu praw miejskich - kilka wieków historii zobowiązuje. Niestety bez powodzenia. Swój rozwój Dobre zawdzięczało lokalizacji przy głównym szlaku handlowym pomiędzy zachodem Europy a Rusią i Litwą. Dzisiaj główny szlak na wschód prowadzi przez Mińsk, ale nadal położenie przy drodze Warszawa – Węgrów – Drohiczyn i bliskość Warszawy są najważniejszymi czynnikami rozwoju ekonomicznego Dobrego.
Jak już znajdziemy się na rynku w Dobrem, to niewątpliwie poczujemy klimat małego, bardzo otwartego na gości miasteczka. Na środku park, ławeczki – tutaj można przysiąść, zjeść lody i popatrzeć na rynek. Wokół: piękny neogotycki kościół pod wezwaniem św. Mikołaja (odpust w ostatnią niedzielę lipca), po drugiej stronie popiersie Piłsudskiego (projektu Konstantego Laszczki), sklep przy sklepiku, piekarnia Gromulskich (można tan wypić kawkę i zjeść pyszne ciasteczko), duży parking i przestanek PKS, stary budynek biblioteki na rogu, za nim gmina i posterunek policji.
W niedzielę odpustową Ochotnicza Straż Pożarna organizuje loterię. Każdy los wygrywa. Można wygrać mydło, 10 jajek, wino, kaczkę, gołębia i co tylko można sobie wymyślić.
Codziennie rano przy parkingu jest „rynek”, tj. kilka straganów gdzie miejscowi ogrodnicy i przekupnie* sprzedają warzywa i owoce. W poniedziałki na placu targowym w Dobrem jest targ „wszelki” i na osobnym placu „zwierzęcy”, ale żeby tam zrobić zakupy trzeba wstawać rano, naprawdę rano.


*najstarsze rejestry podają, że już w XVI wieku Dobre miało znaczną liczbę rzemieślników i przekupniów.





Brzeźnik – Ossówno – Wólka – Wierzbno – Janówek – Wyględówek – Nadzieja – Palestyna – Ossówno – Brzeźnik.
Nasza gmina – Wierzbno
(ok. 20 km.)

Do Wierzbna prowadzi asfaltowa, ale mało uczęszczana droga. Jadąc tam zobaczysz kilka z opisywanych kapliczek. Dojeżdżając do Ossówna spójrz w lewo - jeśli trawa nie zarośnie, zobaczysz ślady fosy i fundamentów dworu obronnego Ossolińskich z XVIIIw.
Wierzbno to typowo rolnicza miejscowość gminna. Warto zobaczyć kościół. Ciekawie wygląda duży staw hodowlany naprzeciwko gminy, z tryskającą fontanną. Mnie kojarzy się ona z fontanną na jeziorze Genewskim w Szwajcarii (ja mam bogatą wyobraźnię i bardzo miłe wspomnienia ze Szwajcarii). Zaraz za gminą widać piękne stajnie, a na wybiegu przepięknej urody konie sportowe. Obecny (bardzo miły) właściciel majątku w Wierzbnie zaprasza na łowienie ryb. Zarybione stawy zajmują tu powierzchnie ponad 1hektara. W drodze powrotnej należy zjechać z głównej drogi w lewo, bo tam jest Nadzieja. Była tu kiedyś duża, drewniana szkoła. Obecnie własność prywatna. Wracając, można sobie skrócić drogę przez Palestynę, do Ossówna, no i stąd już blisko do domu.

W tym roku wybraliśmy się na przejażdżkę furmanką do Palestyny. Można tan od nas dojechać rowerem (około 5 km.)  Należy dojechać do Osówna i tuż przed gospodarstwem p. Kostki skręcić w prawo. Od tego miejsca Palestyna jest tuż, tuż. A co tam jest zobaczcie sami.

Jeśli w Osównie, na rozwidleniu dróg przy sklepie, skręcicie w prawo i potem jak droga prowadzi znowu w prawo to dojedziecie do największego gospodarstwa w okolicy (ok.300 ha). Gospodarstwo ekologiczne specjalizuje się w hodowli krów. Zobaczycie na wielohektarowej łące stado krów i cielaków wolno wypasających się i spacerujących. Cielaczki oddzielają się od stada i biegają wolno. Przecudny widok!



Brzeźnik – Makowiec Mały – Makowiec Duży – Sołki – Brzeźnik.
Konstanty Laszczka
(ok.6 km.)

Wychodząc z naszego siedliska, na drodze, skręcamy w kierunku wsi. Mijamy kapliczkę w lesie), mostek w Brzeźniku i kolejną kapliczkę na skraju wsi (z 1905 roku). Przed kapliczką skręcamy w prawo i przez las dochodzimy do Makówca Małego. Mijamy murowany młyn na Osownicy i dochodzimy do kapliczki w Makówcu Małym (z tego roku co się ciocia Jadzi - Wacia urodziła). Skręcamy w lewo (główną drogą) i dochodzimy do kapliczki poświęconej powstańcom styczniowym (1863r) poległym za wiarę i niepodległość. Na głównej drodze skręcamy w lewo, w kierunku Dobrego, po lewej stronie na lekkim wzniesieniu, zobaczymy olbrzymi głaz z wykutym napisem poświęconym pamięci Konstantego Laszczki (1865-1956) - światowej sławy rzeźbiarza, urodzonego w Makówcu Dużym.
Gminna opowieść mówi o biednym chłopcu, co przy drodze krowy pasł. Któregoś dnia dziedzic z Nowej Wsi przejeżdżał w pięknym powozie. Chłopiec powóz i konie ulepił z gliny - jak żywe i przy drodze ustawił. Dziedzic wracając rzeźbę zobaczył, zatrzymał się, dziełem zachwycił i chłopca kształcić kazał. Tak wyrósł rzeźbiarz światowej sławy, z którego dumni są mieszkańcy gminy Dobre. Taką wersję podaje pan Bolesław.
Bardziej oficjalne źródła (Rocznik Mińskomazowiecki) mówią, że to samego dziedzica chłopiec ulepił, a zobaczyła to jego żona. Faktem jest, że to rodzina Ostrowskich zajęła się utalentowanym dzieckiem i wysłała go na naukę do Warszawy. W rodzinie Laszczków było 11 dzieci. Z historią i twórczością Konstantego Laszczki można zapoznać się dokładniej w muzeum poświęconym jego twórczości w Dobrem (w Domu Kultury). Wracając do trasy wycieczki - to zaraz za pomnikiem trzeba skręcić w lewo i przez pola i lasy wrócić do Brzeźnika.

Wracając do wątku gliny, który pojawił się w związku z twórczością K.Laszczki – okolica ta słynie z pokładów wysokiej jakości gliny. W okolicach Dobrego znajduje się skorupy 100-200 letnich naczyń glinianych wykonywanych przez rzemieślników na tych terenach. Na obrzeżach Dobrego (w kierunku na Rudzienko) znajdowała się cegielnia – kiedyś własność dziedziców z Rudzienka. Jeszcze pamiętam komin, szopy, zadaszenia i kupy gliny z popękanych cegieł, które nie nadawały się do wypalenia. Pewnie wszystkie stare piece i kuchnie w okolicy były klejone z tej gliny, bo i mnie wysłał po nią okoliczny specjalista od pieców. Cegielnia była już wtedy nie czynna, ale kiedy pakowałam grudki gliny do worka, to właśnie pojawił się cieć. Szczęśliwie, kiedy mu wyjaśniłam, że fachowiec nie chce budować pieca  z gliny, która kupiła w supermarkiecie, tylko przysłał mnie tutaj, to pozwolił mi wziąć ile potrzeba. Obecne tan pokłady gliny są nadal eksploatowane przez spółkę Wienerberger.




Brzeźnik – "Zapadły Dołek" – Brzeźnik.
Zapadły Dołek
(około 2 km.)

Ja osobiście tam nie chodzę, chociaż blisko. Naszą kładką trzeba przejść na drugą stronę rzeczki Osownicy i iść wzdłuż w kierunku Ossówna. Pod linią wysokiego napięcia trzeba mokradła obejść i najlepiej wejść do wysokiego lasu i z góry na zapadły dołek popatrzeć. Pierwsze legendy, mówiące o tym miejscu, nie wiadomo z jakiego czasu pochodzą.
Jedna z nich opowiada o księdzu. Strudzony długą podróżą, zobaczył z drogi światła karczmy, kazał w las skręcić i zajechać na posiłek. W karczmie było gwarno i wesoło. Kapela grała, ludzie jedli i bawili się. Serdecznie przybysza przyjęli, do stołu zaprosili. Jadłem i piciem częstowali. Czas szybko zleciał, aż się ksiądz spostrzegł, że to prawie północ nadchodzi. W tamtych czasach księdzu nie wolno było po północy w gościnie zabawiać. Pożegnał się szybko i w dalszą drogę ruszył. Szybko jednak się spostrzegł, że brewiarza zapomniał. Kazał zawrócić i jakież było jego zdziwienie, kiedy zamiast karczmy tylko doły z wodą zobaczył, a na wodzie stolik z brewiarzem się unosił.
Inną legendę łatwiej w czasie umiejscowić, bo o przygodzie przodka pana Bolesława opowiada. Brat prababci pana Bolesława na skrzypcach po weselach i zabawach grywał. Tego razu na weselu w Natolinie grał przez dwa dni i dwie noce. Wreszcie do domu piechotą wracał. Ciemno i zimno było. Od Ossówna jakiś pan bogaty powozem jechał i zobaczywszy grajka, kazał powóz zatrzymać i zabrał go ze sobą. W połowie drogi do Makówca, nieoczekiwanie, powóz w las skręcił. Przestraszył się grajek, ale pan go uspokoił:  „Nie bój się, zagrasz i dużo dukatów zarobisz”. Powóz przed rozświetlony pałac zajechał. Grajek całą noc grał, a za każdy kawałek złote dukaty mu rzucali. Grał i grał, bez końca, aż strudzony nieludzko zasnął. Wreszcie budzi się, świtać właśnie zaczęło, ziąb przejmujący. Jakby się krzaków nie przytrzymał to by do wody wpadł, bo na kępie pośród mokradeł siedział. Teraz to się dopiero wystraszył, zerwał się i z kępy na kępę, z mokradeł do lasu i do Makówca co sił w nogach poleciał. Jak już na dziedzińcu się znalazł, to sobie o tych dukatach przypomniał. Ręce do kieszeni wkłada, a tam same końskie boby.

Bali się to miejsca miejscowi, z pokolenia na pokolenie różne historie o Zapadłym Dołku sobie przekazywali. Im więcej kto opowiadał, ty bardziej sam respekt przed tym dziwnym miejsce czuł. Jeden z takich gawędziarzy wracał furmanką w  Wierzbna. Świniaki na skup zawiózł, pieniądze wziął, ze znajomymi pogadał i tak się zeszło, że jak wracał to się już ściemniać zaczęło.  Jechał, koń jak to koń sam go do domu prowadził, ale sikać mu się zachciało.  Zatrzymał furmankę, lejce o ………. zawinął, żeby koń na miejscu postał, zeskoczył z fury i sika. Jak lepiej na oczy przejrzał, to mu włosy dęba stanęły, bo wprost naprzeciw zapadłego dołka się znalazł. Jak się nie zerwie, na wóz wskoczył, lejce złapał, batem konia świsnął, ten zerwał się do biegu, ale wóz skręca i koło zatacza. Tego było za wiele, zeskoczył gospodarz, konia za uzdę złapał i co sił w rękach i nogach zaczął konia wyprowadzać na drogę i dalej w kierunku wsi. Nie zatrzymał się aż do zagrody razem wpadli. Tutaj, już bezpieczny, gospodarz tchu złapał, odetchnął chwilę i zaczął konia wyprzęgać. Wtedy zobaczył, że lejce były zaplatane (pewnie przy postoju), łeb konia był mocno w prawo ściągnięty i dlatego furmanka w koło jeździła.
Strach ma wielkie oczy, albo te chłopaki w Makówcu to strachliwe jakieś.
Jeden z takich do panny w Nowej Wsi chodził. Chodził, bo panna urodziwa była i plany poważne miał. Jedna trudność była – do Nowej Wsi, trzeba było kawał polnymi dróżkami chodzić. W tamtą stronę, widno było, o pannie myślał, same go nogi niosły, ale z powrotem? Ciemno, cienie jakieś drzewa i krzaki rzucają, tam jakiś ptak zaskrzeczy, zając albo lis przeleci, tyle się o tych strachach nasłuchał, że zimny pot go ze strachu zalewał i żołądek się ściskał. Kiedy kolejny raz z Nowej Wsi wracał, śnieg przykrył pola, biało było i księżyc  drogę oświecał, aż raźniej było iść. Więc szedł i mniej się strachami przejmował. Krzaczek pokryty śniegiem mijał, cisza wokół, aż tu nagle stado przepiórek przestraszone z hurgotem spod krzaka wprost pod nogi mu wypadło. Dwa tygodnie ledwie przytomny, w gorączce w łóżku przeleżał. O dziewczynie z Nowej Wsi nawet słuchać nie chciał. Byłby całkiem starym kawalerem w końcu został, ale znalazła się jakaś dobra kobieta. Co prawda nie tak urodziwa, ale żona dobra. Żyją zgodnie, dzielą się obowiązkami, po zmroku on z domu nie wychodzi i szczególnie zimą, kiedy wcześnie ciemno się robi, ona cały obrządek do późna w nocy za swojego bojaźliwego męża wykonuje. Tak to jest jak ktoś za młodu o strachach nasłucha.


Brzeźnik – Sołki – Kobylanka – Wólka Kobylańska – Ruda Czernik – Księżyki – można tą samą drogą z powrotem.
Z biegiem Osownicy
(ok. 25 km. ale można aż do Urli nad Liwcem, ponad 50 km. w obydwie strony oczywiście)

Jak ktoś w tych ogromnych lasach zabłądzi to może i przez tydzień do domu nie wrócić. Cudowne lasy, pełne jagód, grzybów i urokliwych wrzosowisk. Przed Księżykami, koło Osęki zarośnięte stawy, siedlisko różnego ptactwa. Idealna trasa rowerowa lub narciarska.

W tej okolicy schowana jest wioska, która kiedyś Pełkowizną była zwana. Tam na Osównicy  młyn nadal stoi. Wszystkie urządzenia funkcjonują, można z workami zboża zajechać i o zmielenie poprosić. Pan Pełka trzyma pieczę nad dziedzictwem i historią tego miejsca. Zaczarowane miejsce, cudowny człowiek.

Tutaj zamieszczę opowieść o tym jak marszałek Piłsudzki do Dobrego wrócił i może kilka innych.

jak przygotować mailing